29 marca 2018

Dlaczego zrezygnowałam z marzeń o życiu w Stanach Zjednoczonych? Praktyczne informacje na temat wiz i emigracji.



Witajcie Kochani!

Dziś pierwszy post z serii "Odkrywając Amerykę". :D Z góry przepraszam za jakość zdjęć.
Swego czasu miałam prawdziwą obsesję na punkcie Stanów Zjednoczonych. Gdy pierwszy raz tam pojechałam, moja miłość do tego kraju jeszcze się umocniła. Uważałam, że muszę tam zamieszkać! Z czasem zaczęłam kalkulować i myśleć o tym. W końcu stwierdziłam, że na tym etapie mojego życia nie jest to miejsce dla młodej, samotnej dziewczyny, zaczynającej od zera.
Wciąż kocham Amerykę i wiele rzeczy mi się tam podoba.
Jest to miejsce wielkich możliwości, ale równie dużych problemów:

  • Mimo ilości obcokrajowców, USA nie jest krajem przyjaznym imigrantom.
  • Osiągnięcie sukcesu na eimigracji jest dużo trudniejsze, niż w innych krajach.
  •  Życie jest drogie. Nie mówię tu o ubraniach i elektronice, a np. o normalnym, naturalnym pożywieniu... W jakimś stopniu ten fakt jest przyczyną otyłości. Fast Food wychodzi dużo taniej. Jedzenie w restauracjach często bywa tańsze, niż gotowanie w domu.
  •  Jeśli powinie Wam się noga pomoc od państwa jest praktycznie żadna. No, może dostaniecie gdzieś gorącą zupę. Tak wygląda to w praktyce.
  •  Znalezienie mieszkania w dobrej okolicy jest bardzo ciężkie. Są castingi, a właściciele wymagają listów polecających. Przez "dobrą okolicę" mam na myśli względy bezpieczeństwa.
  •  No właśnie - bezpieczeństwo. W dużych miastach ma miejsce tyle strzelanin, wojen gangów, itp., że nawet nie podają tego w wiadomościach. Tak jest to powszechne. W Las Vegas pierwszy raz w swoim życiu widziałam zwłoki na ulicy i dziękuję, do widzenia.
  •  Bez auta jest ciężko, bo odległości są duże. Komunikacja publiczna na zachodzie i południu nie jest najlepiej rozwinięta.
  • Służba zdrowia jest ponoć na dobrym poziomie. Pakiet ubezpieczenia każdy sam sobie wykupuje, lub nie. Są różne opcje. Bardzo drogie, lub bardzo bardzo drogie. W zależności od ceny finansuje ono określone usługi. Czasem zdarza się że nie pokrywa tego, co pierwotnie miało i zostajecie w kiepskiej sytuacji. Ceny za badania/pobyt w szpitalu to kwoty od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy dolarów. Co roku pewna liczba Amerykanów bankrutuje przez koszty służby zdrowia.
3 dni w szpitalu, po wypadku samochodowym.

Oczywiście więcej informacji udzieli Wam osoba, mieszkająca w USA, lub profesjonalista, bo ja nim nie jestem. Nie chcę chcę nikogo zniechęcać. Plusów też jest dużo, ale pewne minusy są dość ważne... Należy je dobrze przemyśleć, wybierając ten kraj na swój dom.



American Dream jest możliwy, gdy macie pieniądze. Jeśli ich nie macie to rzeczywistość jest dość brutalna...
Wiele możliwości imigracji również w dużym stopniu opiera się o środki finansowe.
Współpracowałam z prawnikiem od imigracji w Las Vegas. Z tego tytułu posiadam dość sporą wiedzę w tym temacie. Wiem, że wielu ludziom marzy się wyjazd/życie w USA, więc podzielę się z Wami tym, co wiem.


Czym na prawdę jest ruch bezwizowy do USA?

Są kraje np. Włochy, których obywatele nie potrzebują wizy, aby podróżować do Stanów Zjednoczonych.
To udogodnienie dotyczy TYLKO krótkich wyjazdów turystycznych/ biznesowych.
Jednorazowy pobyt nie może przekroczyć 90 dni i zawsze musi być rejestrowany on-line w ESTA (Elektroniczny System Autoryzacji Podróży). Każda aplikacja płatna jest 14 USD. Przed wpuszczeniem do USA, te osoby również przechodzą rozmowę na lotnisku
Przywilej ten kompletnie nie ma wpływu na sprawy imigracyjne. Są one tak samo skomplikowane, jak dla Polaków. Nie mają oni również wiz pracowniczych. Jest tylko zielona karta.
O wizę turystyczną w Polsce nie jest trudno. Jej ważność to 10 lat. Jednorazowy pobyt nie może przekraczać 6 miesięcy.
Przykład z życia:
Mój włoski kolega miał większą obsesję ode mnie na punkcie wyprowadzki do Stanów. Był gotów na wszystko. Stracił nawet kilkaset euro na "pośredników". Kompletnie nie chciał mnie słuchać. Wreszcie ktoś kompetentny mu przetłumaczył, że "chcieć" to za mało i nie ma punktu zaczepienia do starania się o zieloną kartę. 

Ja korzystałam z ambasady w Warszawie i mam bardzo przyjemne wspomnienia. Wiele słyszałam, że ta w Krakowie słynie z niekoniecznie przyjaznych konsulów. W tym przypadku polecam stolicę.



Tylko zielona karta daje Wam status rezydenta bez ograniczeń. Wszystkie wizy to pozwolenia na pobyt w określonym celu i czasie.
  • Loteria wizowa. To dużo bardziej skomplikowany proces, niż się większości wydaje. Jest to droga z dość marnymi szansami na powodzenie. 
Prawdopodobieństwo, że Wam się uda jest bardzo małe.
Fakt, że zostaliście wylosowani nic jeszcze nie znaczy. Wybranych "szczęśliwców" jest więcej, niż zielonych kart. Jeśli przydzielą Wam termin rozmowy dość bliski dniu rozpoczęcia się wywiadów w ambasadzie, to ok. Im późniejszy, tym szanse mniejsze...
Samo zgłoszenie jest bezpłatne i dziecinnie proste. To tylko podstawowe informacje + fotografia. Nawet nie trzeba mieć na tym etapie paszportu.
A propos zdjęcia - zwróćcie uwagę na wymagania.
Tutaj możecie sprawdzić czy się nadaje: https://greencardphotocheck.com/pl/
Nieregulaminowa fotografia unieważnia Wasze zgłoszenie.
Nie dajcie się nabrać wszelkim pośrednikom/pomocnikom! Te firmy to zwykli naciągacze. To loteria i nikt z takich ludzi nie ma wpływu na jej wyniki.
Pamiętajcie też, że zgłoszenie wysyłacie raz. Jeśli zrobicie to podwójnie - automatycznie zostajecie zdyskwalifikowani. Oczywiście próbować możecie co roku, jeśli tylko Polska jest na liście krajów dopuszczonych.

Przejdźmy do kosztów:

- 330 USD za rozmowę z konsulem, uiszczane w ambasadzie.

- Około 500 PLN za szczepienia (różyczka, tężec) i badania (RTG, kiła, ogólne). Należy mieć na uwadze, że wykonuje się je tylko w specjalnych placówkach (Warszawa i Kraków). Oczywiście po konsultacji z lekarzem, nic na własną rękę.

- Drobne sprawy, typu odpis aktu urodzenia, fotografie, zaświadczenie o niekaralności z każdego państwa, w którym przebywaliście więcej niż pół roku. Znowu ponad 100 PLN na pewno.

*Koszty te są dotyczą JEDNEJ osoby i są bezzwrotne, w przypadku niepowodzenia na rozmowie. Badania i szczepienia są wymagane również od dzieci. Adekwatnie do wieku.

Podczas wywiadu w ambasadzie musicie UDOWODNIĆ, że poradzicie sobie ze starem w Stanach. Jak już wspomniałam, życie tam jest drogie... Spore oszczędności na koncie, posiadanie rodziny/przyjaciół, którzy na wstępie Wam pomogą to duuuuży plus. Jak już wspomniałam, liczą się dowody na wasze słowa, a nie tylko zapewnienia. Oni w każdej sytuacji będą Was traktować jak potencjalny ciężar dla państwa (bezdomnego), lub potencjalnego nielegalnego imigranta...Wy musicie ich przekonać, że tak nie jest.

W przypadku pomyślnego zakończenia musicie pokryć opłatę imigracyjną, w wysokości 220 USD za osobę.

Jest jeszcze jeden haczyk, z którego wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Formalności związane z zieloną kartą trwają minimum 2 lata. Zdarza się, że dłużej...

Wiem, że jest burza związana z loterią wizową, gdyż obecny prezydent chcę ją znieść. Nie uważam, że jest to tragedia. Wiele ludzi przygotowanych nie wygrywa. Wiele ludzi nieprzygotowanych wygrywa i rezygnuje. Nie jest to sposób w którym można pokładać wielkie nadzieje i planować sobie przyszłość.


  • Wiza pracownicza (limitowana czasowo-nieimigracyjna). Jej sponsorem jest pracodawca. W USA rąk do pracy pod dostatkiem. Musicie być na prawdę dobrzy w swoim fachu, aby ktoś zdecydował się w Was inwestować. Logiczne więc, że szanse mają tu raczej świetni specjaliści. Ta wiza dotyczy konkretnego kontraktu o pracę. Nie możecie jej zmienić. Zdarza się, że pracodawca, będąc z Was zadowolony pomaga Wam w uzyskaniu np. zielonej karty. Z tego samego powodu, zdarza się że nigdy Wam w tym nie pomoże.

  • Wizy studenckie (F-1, J-1, M-1). Będę tu rozwodzić się o typowych studiach w Stanach, a nie wymianach studenckich,itp.Jak nie wiadomo o co chodzi - to zawsze chodzi o pieniądze. Edukacja w Ameryce jest okropnie kosztowna. Nawet zamożni ludzie od urodzenia dziecka, zbierają pieniądze na ten cel.Reasumując, musicie mieć bardzo bogatych rodziców, lub sponsora. Obojętnie czy w USA, czy w Polsce. Teoretycznie może być to osoba z Wami niespokrewniona. Trzeba się jednak liczyć z tym, że będą mocno dociekać dlaczego ktoś obcy chce Wam tak pomóc.Podobnie jak wyżej, są to wizy limitowane czasowo, nieimigracyjne. Często po studiach na wizie J-1 musicie wrócić do kraju ojczystego na 2 lata. Po ukończeniu nauki możecie pozostać na terenie Stanów tylko na określony czas.W przypadku zwykłych, nieamerykańskich śmiertelników, mówimy raczej o nauce w collage'u. Dlaczego?

Roczny koszt studiów na Harvardzie: $71650-$76650 + ubezpieczenie $3364 ( na rok 2018-2019)
Oczywiście są jeszcze inne dodatkowe opłaty...


  • Zielona karta w ramach łączenia rodzin. Nie dotyczy babć, ciotek, kuzynów,itp. Chodzi typowo o najbliższą rodzinę: matka, ojciec, siostra, brat, córka, syn.
  • Małżeństwo z obywatelem USA. Ja wiem, że wiele ludzi myśli o upolowaniu drugiej połówki i zapewnieniu sobie tym samej zielonej karty. A teraz zejdźmy na ziemię...

Po pierwsze związki i narzeczeństwa wśród Amerykanów trwają bardzo długo. Młodzi ludzie (nawet do ponad 30 lat...) w głowie mają zabawę, a nie ustatkowanie się. Oczywiście są wyjątki...Chyba?
Po drugie fakt, że nie jesteście w ich kraju na stałe/macie niepewną sytuacje imigracyjną mogą być skutecznym odstraszaczem. Wiele ludzi nie wierzy w związki na odległość.
Po trzecie oni dobrze znają gierki obcokrajowców na zdobycie dokumentów... 

Swego czasu śluby dla dokumentów, z korzyścią finansową dla obywatela USA były często praktykowane.Z tego powodu młode pary są czasem konkretnie sprawdzane. Jest to jednak dość łatwy i szybki sposób na zdobycie zielonej karty.

6. Są wizy imigracyjne, które można bardzo szybko i łatwo dostać! Tylko musicie być np. drugim Bradem Pittem,lub Albertem Eisteinem... Albo milionerem, który zainwestuje tam kupę siana i utworzy stanowiska pracy...

7. Są wizy narzeczeńskie, dla współmałżonków osoby na wizie pracowniczej, dla towarzyszy osoby będącej na stażu, itd. 




⃟⃟⃟

Dostanie wizy nie gwarantuje, że wpuszczą Was do USA.

Tak... Naklejka w paszporcie to jedno, a pieczątka po rozmowie na lotnisku to drugie.

Najmniej zawróceń do kraju zdarza się na wizach studenckich.

Już w samolocie rozdawane są formularze do wypełnienia. Są tam pytania dotyczące celu wizyty, adresu pobytu, długości pobytu, środków finansowych, itd.
Upewnijcie się, że informacje, które podajecie nie łamią zasad waszej wizy.
Nie dajcie się wkręcić w żarty z celnikami, typu "Oo szukasz męża? Chcesz tu zostać?".
Jeśli wjeżdżacie na statusie nieimigracyjnym to wszelkim takim rzeczom należy zaprzeczać.

Pierwsze przekroczenie granicy na zielonej karcie może być bardzo niemiłym doświadczeniem. Jest możliwa rewizja osobista i przesłuchanie niczym oskarżony.

Czy przedłużenie pobytu / zmiana statusu wizowego jest możliwa, bez opuszczania terytorium USA?
Oczywiście, że tak! To kraj, w którym bardzo indywidualnie podchodzi się do człowieka i jego sytuacji. Tylko musicie mieć KONKRETNY powód. Kręcenie i radosna twórczość nie pomogą, a mogą bardzo zaszkodzić. Dobrze jest skorzystać z pomocy prawnika imigracyjnego. Konsultacje często są za darmo. Jest to świetny sposób, aby dowiedzieć się czy macie w ogóle jakieś szanse. Współpracę można podjąć już za ok. 1000 USD. 

Wiele ludzi błędnie uważa, że wjazd np. na wizie turystycznej pomoże im w pozostaniu. 
Niby jesteście w kraju, ale ręce macie związane. Szukanie pracy jest działaniem na pograniczu. Ktoś może na Was donieść, że coś kombinujecie. Koszta zatrudnienia Was dla potencjalnego pracodawcy nie zmniejszają się. Są takie same, jak w momencie, gdy przebywacie w Polsce. Szukanie męża na siłę to trochę akt desperacji.

Nielegalni imigranci raczej nie dostają zielonych kart.
Nie opłaca się pogrywać z amerykańskim prawem. Złamanie zasad na których wjechaliście z góry przekreśla Wasze szanse na legalne pozostanie w kraju. Może zakończyć się deportacją i  dożywotnim zakazem wjazdu na teren USA. 
Nawet lekkie przekroczenie ram czasowych pobytu, może spowodować "bana na wstęp do Ameryki".
Pamiętajcie, że daty Waszych przylotów i odlotów są notowane w systemie. *Jak na lotnisku powiecie, że zostajecie miesiąc, a wyjdą np. 2 to nie problem. Chodzi tu o przekroczenie maxymalnego czasu.*
Ja odradzam wszelkie kombinacje z wizą turystyczną. Mimo, że możecie jednorazowo zostać do 6 miesięcy, to większość roku musicie spędzić poza Stanami Zjednoczonymi. Jeśli będziecie za często latać np. na 4 miesiące to też się Wami zainteresują.
Zostawanie na niej "na zawsze" i skazywanie się na bycie nielegalnym imigrantem to największa głupota.
Nie mówię już o złapaniu przez urzędników celnych, ale problemy z pracą, mieszkaniem... No i nigdzie nie możecie wyjechać, bo już nie wrócicie.

Życie pisze różne scenariusze i nigdy nie wiecie czy za kilka lat nie trafi Wam się okazja wyjazdu do USA. Szkoda zaprzepaścić sobie możliwości, robieniem czegoś na siłę.

Dzieci urodzone w USA, są obywatelami tego kraju. Niezależnie od sytuacji i pochodzenia rodziców.
Kiedyś dość głośna była sprawa rodziny nielegalnych imigrantów z Ameryki Południowej. Kilkuletnia córeczka miała paszport. Z tego powodu dziecko mogło zostać, a rodziców odesłali dla obozu dla imigrantów i chcieli deportować... Witamy w Ameryce!

Czy można zostawić sobie zieloną kartę, ale mieszkać w Polsce?
Nie ma takiej możliwości. Na wyjazd z zieloną kartą macie określony czas. W tym przypadku musicie większość roku spędzić na terytorium Stanów. Jeśli te warunki nie są spełnione, jest ona Wam odbierana.


Czy sytuacja jest beznadziejna? 

Jest wiele możliwości wyjazdu na różnego rodzaju wymiany dla ludzi młodych. To wspaniała możliwość na nowe znajomości i szanse. Tylko nie wyjeżdżaj na Work&Travel z desperacją na znalezienie faceta, bo nie o to mi chodzi.

Program Au Pair dla młodych kobiet (18-26 lat). Sam w sobie to nie jest jakiś cud. Ja zapoznałam się z tematem na potrzeby tego posta. Wyjeżdżacie na rok do zamożnej rodziny w USA jako niania ("nowy członek rodziny"). Mieszkacie i jecie u nich za darmo, pracujecie 45 godzin tygodniowo, przy dzieciach. Ci ludzie opłacają Waszą naukę. Zarabiacie ok. 800 dolarów miesięcznie. Jest to forma wymiany kulturowej.
W brutalnej rzeczywistości często wygląda to trochę inaczej. Jesteście dorosłe, ale musicie dostosować się do nakazów i zakazów gospodarzy. Często nie tolerują oni ewentualnych drugich połówek. Pracujecie dużo więcej godzin. Niekoniecznie macie wolne weekendy. Na waszej głowie oprócz rozpuszczonych na maxa dzieci macie też zoo domowe i jakieś porządki. Nauka obejmuje collage dla dorosłych, gdzie kursy są na dość niskim poziomie. Czasem przez godziny pracy i brak dostępu do auta macie do dyspozycji tylko szkolenia internetowe. Amerykanie jedzą gotowce, więc lodówka może świecić pustkami.
Jeśli jest coś bardzo źle to możecie zmienić rodzinę. Mogą Wam się z kolei trafić najcudowniejsi ludzie na świecie, którzy nie będą Was za bardzo wykorzystywać.
Program można przedłużyć i zdarza się, że gospodarze po np. 2 latach mają ochotę zostać sponsorami Waszych studiów. Tylko mówimy tu raczej o collage'u. Nie jest to reguła i nie każdy ma nawet takie możliwości. Miejcie to na uwadze. W każdym momencie możecie też wrócić do domu, na własny koszt.
Znowu, jeśli macie desperacje na Stany i nie lubicie dzieci, to nie ma sensu...
Język angielski trzeba mieć w miarę dobry, bo w końcu będziecie musiały rozmawiać na różne tematy.
Są dziewczyny, które tak spotkały miłość swojego życia i skończyły studia.
Może być to też ciekawe doświadczenie, jeśli zdajecie sobie sprawę na co się piszecie. Tutaj dowiecie się więcej o programie: https://www.aupair.com

Pokierujcie swoją edukacją czy karierą zawodową tak, aby stać się osobą pożądaną w USA. Wbrew pozorom brakuje im np. hydraulików, elektryków, itp. Bardzo długo się czeka na tych fachowców, bo jest ich mało. Młodzi ludzie nie chcą uczyć się fachu.

Jeśli chodzi o studia to jakiś konkretny, niepospolity kierunek. Sprawdzajcie kogo szukają w danym Stanie. Filologia angielska jest całkiem spoko, ale w drodze do USA Wam nie pomoże. Uczycie się w końcu czegoś, co jest normą dla większości ludzi w tym kraju...

Póki istnieje loteria wizowa oczywiście też jest to sposób. Tylko podejdźcie do niej na luzie, z 
dystansem.

Bez rodziny i punktu zaczepienia w Ameryce imigracja faktycznie jest bardzo ciężka, ale się zdarza.


⃟⃟⃟

Mam nadzieję, że komuś przyda się ten post. Pamiętajcie, że należy wychodzić poza strefę komfortu i próbować spełniać marzenia. Tylko czasem dajcie je zweryfikować rzeczywistości. Ważniejsze jest z kim i jak, niż gdzie....

ZANIM ZACZNIESZ UDAWAĆ, ŻE ZNACZ MOJĄ SYTUACJĘ, ŻE PISZĘ BZDURY ITD., ITP....
KLIKNIJ TUTAJ

17 komentarzy:

  1. Bardzo wyczerpujący wpis. Bardzo ciekawy. Mnóstwo ciekawostek.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja myślałam ,że tam jest tak wspaniale ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama nie lubię podróżować, więc raczej nie myślę o wyjeździe, ale uwielbiam czytać o tym :) Jeżeli chodzi o program Au Pair to chyba zależy to od tego na kogo się trafi najczęściej bo czytałam wiele opinii o tym jaka to świetna rzecz, a wiele o tym, że dziewczyny sobie nie radzą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyczerpałaś temat :) ja się do USA na dłużej raczej nie wybieram, po tym wpisie tym bardziej

    OdpowiedzUsuń
  5. Co prawda do Ameryki się nie wybieram, ale z dużym zainteresowaniem przeczytałam Twój wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytając i dochodzę do wniosku, że nie jest to takie proste. Jakoś nie miałam parcia czy marzenia aby wyjechać do USA. Jedynie pojechałbym raczej na urlop aby zwiedzić i wracać do kraju, choć tu byłby problem który stan wybrać :) W Holandii również koszt ubezpieczenia zdrowotnego mnie przerósł, a płacić trzeba obowiązkowo. Za kartkę pogotowania i pobyt szpitalu musiałam pokryć koszt około 150 euro a resztę pobytu pokryła ubezpieczalnia. W którymś roku tak ceny wzrosły, że nie było mnie stać na jedzenie, ledwo płaciłam za małe mieszkanie. A wcześniej jak pracowałam, to miałam na mieszkanie, na jedzenie i odkładałam. Podjęłam szybką decyzję, spakowałam się w trzy miesiące z 7 letnim dorobkiem z Holandii i wróciłam do kraju. Do dziś, nie żałuję decyzji. Mam tam przyjaciółkę, została na stałe a ceny dalej idą tam w górę. Zastanawiam się, czy czas emigranci i zarobku przechodzi kryzys na cały świece :( Dziękuję za ten wpis, bardzo dużo się dowiedziałam. Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowych Wesołych Świąt Wielkanocnych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś bardzo chciałam mieszkać w Stanach, ich kultura fascynowała mnie na tyle, że nawet studiuję amerykanistykę, ale moje studia wyczerpały chyba wszelką fascynację tym krajem i polubiłam się z aktualnym miejscem zamieszkania. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kompleksowo :) Stany jakoś nigdy mnie nie korciły :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow... Ciekawy wpis. Nie miałam pojęcia o czymś takim jak "zielone karty".
    Dobrze że podałaś link, który swoją drogą też jest dobrym sposobem na pobyt w Stanach.
    �� Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam z nieukrywaną ciekawością. Wiesz, te wszystkie procedury są idiotyczne, ja mogę wszystko zrozumieć, ale RTG i badania na kiłę?!
    ech, chciałabym zobaczyć Stany, ale tylko turystycznie.
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajne opracowanie. Co prawda każdy temat ledwie liźnięty, ale wspominasz o wszystkim, co już daje jakiś zarys problemów z czymś tak, wydawałoby się – banalnym dla większości gadających o tym ludzi, jak po prostu „eee tam, wyemigruję”. :)
    Popraw błędy:
    > ilości obcokrajowców
    liczby obcokrajowców

    > na prawdę
    naprawdę

    > poradzicie sobie ze starem w Stanach
    ze startem

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiem jedno,do Paryża,do Londynu jak i do USA już nigdy nie pojadę.Strach.

    OdpowiedzUsuń
  13. od siebie dodam że przy odrobinie kombinowania, można zasponsorować samego siebie

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam, duzo ciekawych prawdziwych informacji ale nie ze wszystkimi moge sie zgodzic, szczegolnie jesli chodzi o Zielona Karte, którą posiadam od 12 lat i przez wiekszosc czasu mieszkam w Polsce.
    Przez pierwsze 9 lat latalem do USA tylko na wakacje, byly to pobyty od 3 dni do 4 miesiecy. Stracic Zielona Karte mozemy jesli przebywamy poza USA dluzej jak 365 dni. Zdazylo mi sie 2 razy, ze na lotnisku wypytywali mnie dosc szczegolowo dlaczego tak dlugo bylem poza USA (10, 11 miesiecy) i grozili zabraniem Zieloej Karty, gdyz ona wydawana jest po to, by mieszkac i pracowac legalnie na terenie USA placac tam podatki, ktore sa dosc duze.
    Rok temu uplynelo 10 lat od otrzymania Zielonej Karty, zlozylem wniosek wraz z oplata i po 6 miesiacach otrzymala druga Zielona Karte na kolejne 10 lat. Oczywiscie wniosek mozna zlozyc tylko na terenie USA.
    Przez ostatnie 1,5 roku mieszkalem w New York. Caly moj tamtejszy pobyt i to co przezylem, zobaczylem i osiagnalem chce opisac w ksiazce/poradniku. Jak tylko to zrobie umieszcze tutaj link byscie mogli sie znim zapoznac i poznac prawdziwe zycie Polakow (zarowno tych biedniejszych jak i tych najbogatszych oraz wszystkie koszty i styl zycia w NY, ktory znacznie rozni sie od innych Stanow w USA). Mieszkalem przez troche na Florydzie i Ohio oraz zwiedzielm sporo ciekawych miejsc, wiec jesli ktos decydowalby sie na przeprowadzke lub na dluzszy pobyt do USA to sluze pomoca i praktyczna rada, ktora pozwoli zaoszczedzic czas i pieniadze. A niestety Polonia Amerykanska nie jest chetna pomagac rodakom a niekiedy jeszcze im zaszkodzi (oczywiscie zdarzaja sie wyjatki).
    Ogolnie nie polecam zaczynac tam zycia samemu bez legalnego pobytu i bez zadnego punktu zaczepienia, natomiast bardzo polecam zwiedzanie USA szczegolnie Zachodnia czesc ;)
    PS tutaj mozecie poczytac ogloszenia przewaznie o pracy wystawiane przez Polonie w NY: bazarynka.com

    OdpowiedzUsuń
  15. USA są piękne tylko nie można polegać na Polonii a na sobie.

    OdpowiedzUsuń
  16. W stanach zjednoczonych też kiedyś chciałbym zamieszkać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo ciekawy post, swego czasu wyjazd do pracy do USA był moim ogromnym marzeniem. Niestety ilość formalności, których trzeba dopełnić i wszystkie potencjalne problemy z dostaniem pracy i rozpoczęciem tam normalnego życia, są dla mnie po prostu przytłaczające. Zdecydowałam się na wyjazd do Holandii i nie żałuję - żyje i pracuje mi się tam naprawdę dobrze :)

    OdpowiedzUsuń